Rewolwer dla każdego? Pozwolenie na broń zdobywa się łatwo, a posłowie Kukiz'15 chcą to jeszcze ułatwić

Bartosz Józefiak, 25 września 2017

Chcę mieć pozwolenie na broń. Szykowałem się na masę kłopotów. Okazuje się, że prawo do własnej broni zdobędę łatwiej niż prawo jazdy. Ma być jeszcze łatwiej - posłowie Kukiz'15 proponują zmiany w prawie. Szacują, że zwiększą liczbę posiadaczy broni do ponad miliona osób. W 2016 r. pozwolenie miało 197 tys.

– Pozwolenie na broń? Zajebiście prosta sprawa – obiecuje 30-latek w kolorowym podkoszulku.

Rozmawiamy w kanciapie klubu strzeleckiego we Wrocławiu. Lider stowarzyszenia Braterstwo siedzi za biurkiem i nabija na kasę tych, co przyszli postrzelać. Za oknem goście walą do tarcz z glocków, rewolwerów, strzelb. Są też dziewczyny i rodzice z dzieciakami z podstawówki.

– Daj mi 100 osób z ulicy, które nigdy nie trzymały pistoletu. Dla 75 załatwię pozwolenie.

Po to właśnie przyszedłem. Szykowałem się na masę kłopotów. A okazuje się, że prawo do własnej broni zdobędę łatwiej niż prawo jazdy.

1600 zł, trochę cierpliwości, umiejętność trafiania mniej więcej w to samo miejsce. I jest pozwolenie na broń

Na stronie Braterstwa czytam: „Poprowadzimy Cię za rękę od zera do własnej broni w sześć miesięcy. Robiliśmy to tysiąc razy. Mamy bardziej otwarte prawo niż w Kalifornii, szkoda nie skorzystać!”.

Chcę sprawdzić, ile w tym prawdy.

Chłopak kontynuuje:

– Wpłacasz 210 złotych, zapisujemy cię do Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego. To taki komunistyczny moloch, ale nie da się go obejść. Robisz staż, czyli czekasz trzy miesiące. W jeden dzień nauczysz się teorii z internetu. W drugi zrobimy kurs praktyczny. Dam ci karabin, pistolet, strzelbę i nauczę strzelać.

– Jeden dzień wystarczy?

– W siedem godzin ostrzelasz się na maksa. Ludzie po tym od razu zdają. Możesz dokupić też godziny na strzelnicy.

Potem czeka mnie egzamin na patent strzelecki. Prowadzą go instruktorzy z PZSS-u. Zdawalność: bardzo wysoka. Obleją mnie, jeśli np. wyceluję pistolet w kolegę. Poza tym mam trafiać mniej więcej w to samo miejsce. Z patentem poczekam miesiąc na licencję Związku. Do tego jeszcze badania u lekarza internisty i wizyta u psychologa, która trwa dwie godziny i kosztuje 400 złotych.

– Jak normalnie żyjesz, chodzisz do pracy, przejdziesz bez problemu. Papiery wysyłasz na policję. W dwa miesiące dostajesz pozwolenie. Koniec. Całość kosztuje 1600 złotych – zapewnia mój rozmówca, sprawdzając przy okazji licencję grubego pięćdziesięciolatka. – Możesz też robić egzamin na policji, ale tam ostatnio uwalili 15 na 16 osób. Bo w policji patrzą też na punkty – czyli musisz trafiać jak najbliżej „dziesiątki”. W PZSS mają to gdzieś.

Musisz jeszcze kupić pancerną szafę do trzymania broni. Ja mam 33 sztuki.

Mówi, że strzelanie to tylko hobby. Ale zaraz dodaje: – W kwestii broni jestem lewakiem. Nie powinna być dostępna, jeżeli nie jest nam niezbędna. Ale niestety jeszcze jest niezbędna. Nie wszyscy na świecie rozwinęli się do poziomu białych z Europy.

Kukiz'15: uzbroimy milion Polaków

Na papierosie zagaduję Pawła, potężnego gościa w bluzie z kapturem.

– Pistolet działa uspokajająco. Nie będziesz się bił, bo wiesz, że ci zabiorą pozwolenie.

Czy to droga zabawa? Na każdy pistolet czy karabin musisz liczyć z 3000. Szafę już za 800 złotych kupisz. Jeszcze kilka lat temu trudno było dostać pozwolenie na broń. Teraz mnóstwo osób robi. Jak możesz, to rób od razu, póki jest luźno.

Faktycznie. W 2014 roku policjanci przyznali 1400 pozwoleń na broń sportową. W 2016 takie pozwolenie dostało blisko 5000 osób. Podobnie z bronią kolekcjonerską – z 628 pozwoleń wydanych w 2014 do 3600 w 2016.

Ma być jeszcze łatwiej. Zmiany w prawie proponują posłowie Kukiz'15. Szacują, że zwiększą liczbę posiadaczy broni do ponad miliona osób, w 2016 r. pozwolenie na broń miało 197 tys.

Dzisiaj broń wydawana jest do konkretnego celu, m.in. sportowego, kolekcjonerskiego, do polowań czy obrony. W nowej wersji powód, dla którego staramy się o pistolet czy strzelbę, nie jest ważny przy pozwoleniu.

Każdy będzie miał takie same szanse. Obowiązkowe badanie u psychologa ma zniknąć. Zastąpi je wizyta u lekarza pierwszego kontaktu.

Obecnie alkoholik nie dostanie pozwolenia na broń. Po zmianie proponowanej przez posłów nie będzie to już jednoznaczna przeszkoda. Do tego pozwolenia będą wydawać starostowie, nie policja. Koniec z wywiadem środowiskowym. Projekt nie spodobał się Prokuraturze Krajowej i Polskiemu Towarzystwu Psychologicznemu.

– W badaniu sprawdzamy poziom intelektualny kandydatów. Broni nie powinny otrzymać osoby, które tracą głowę w stresie, mają skłonność do paniki. Mogą pochopnie sięgnąć po broń. Lekarz pierwszego kontaktu tu nie pomoże, bo nie wszystko znajdzie w historii pacjenta – mówi prof. Adam Tarnowski, wiceprzewodniczący PTP.

Dlaczego posłowie Kukiz'15 chcą uzbroić Polaków?

Wojciech Bakun: – Przestępcy i tak mają broń. Czemu nie mogą jej mieć praworządni obywatele?

Paweł Skutnecki: – Wariaci mogą kupić niebezpieczne narzędzie w markecie. Może róbmy też badania użytkowników młotków?

Paweł Grabowski: – Powinniśmy umieć korzystać z broni na wypadek wojny.

Tomasz Jaskóła: – Jesteśmy najbardziej rozbrojeni w Europie. Mamy 3,5 pozwolenia na 1000 mieszkańców. W Czechach ten wskaźnik to 30, w Niemczech 40, w Szwajcarii 200. Nie rozumiem, w czym jesteśmy gorsi.

Andrzej Kobylarz: – W dobie kryzysu migracyjnego trzeba się zastanowić, jak możemy się zabezpieczyć. Nie boję się strzelanin rodem z USA. Tam mają różnorodność kulturową. Z tego się bierze przemoc. My dzięki Bogu z tą kulturowością mamy spokojnie.

Broń jest prawem człowieka. Jeśli jesteś zdrowy na umyśle i niekarany, to masz prawo kupić każdą armatę

Otwarte strzelanie organizuje grupa Zbrojownia spod Poznania. Środek pola, sto metrów od drogi i lasu. Na drewnianych stołach ułożone magnum, glocki, przedwojenne wisy, shotguny, kałasznikowy, strzelby, karabiny M4, uzi.

Wokół dziesięciu chłopa. Brody, spodnie moro, czapki z daszkiem, koszulki z napisem „Army”. Każdy w słuchawkach. Biorą broń ze stołu, podchodzą do tarcz ustawionych w błocie, walą i rozmawiają.

– Ten prosto z Afganistanu przywieziony.

– Mój remington ma sto lat. I działa!

– Jak w uzi szybko naciskasz spust, to wali jak z automatu. Super.

– Przy kolcie trzeba uważać na odrzut. Masz na YouTubie filmiki, gdzie widzisz wypadki.

– Mój kumpel ma kolekcję bagnetów z pierwszej wojny. Niesamowite rzeczy, ale drogie.

Potężny facet w wojskowej kurtce tłumaczy: – To wszystko kupiliśmy na pozwolenia sportowe. Do 12 mm wszystko dostaniesz. Oprócz karabinów strzelających ogniem ciągłym. To zakazane.

Atmosfera piknikowa. Starsza pani prosi o rewolwer, bo chętnie by zobaczyła, jak strzela. Mężczyzna po pięćdziesiątce przyprowadził nastoletnią córkę.

Dziewczyna łapie glocka i wystrzeliwuje magazynek do celu. W podzięce rozdaje chłopakom miód domowej roboty.

Brodaty chłopak w okularach przeciwsłonecznych: – U nas najpierw robisz staż. Przychodzisz na spotkania, a my cię obserwujemy. Przyjmuję ja i mój zastępca. Oceniamy, czy ktoś się nadaje. Jak? Patrzymy, czy nie jesteś popierdolony.

Na przykład zadaję pytanie: po co ci pozwolenie? A chłopak mówi – nie czuję się bezpiecznie. To idź, chłopie, na policję. U nas pozwolenia tak nie załatwisz.

Kupuję karnet. Strzelam z włoskiego pistoletu Pardini. Chłopak wyjaśnia mi zasady: – Palca nie trzymasz na spuście, jeśli nie strzelasz. Celuj spokojnie, muszka ze szczerbinką. Naciskaj powoli.

Odrzut niewielki, ale ledwo trafiam w metalowe płytki. Biorę amerykański karabin M4. Opieram go o ramię. Większy odrzut, ale celność lepsza. Czuję się jak snajper na filmie. Największa frajda to pistolet Glock, ale obudowany plastikowymi częściami. Wygląda jak karabin. Do tego ma celownik. Trafiam za każdym razem. Proste jak w grze komputerowej.

– Obudowę sprowadziłem z Izraela – wyjaśnia facet w wojskowej bluzie. – Trochę się czepiali na cle. Dałem za nią 1900 zł. Warto.

Szef stowarzyszenia: – Broń jest prawem człowieka. Jeśli jesteś zdrowy na umyśle i niekarany, to masz prawo kupić każdą armatę.

– Broni boją się tylko niewolnicy – wtrąca kolega.

– Mamy takie prawo, że służby innych państw mogą działać na naszym terenie. Czyli może być tak, że niemieckie siły zostaną ściągnięte do Polski, żeby strzelać do obywateli. To jest przyzwolenie na inwazję. Jak na Węgrzech w 56. Ja nie mówię, że wejdą do nas zielone ludziki. Ale nigdy nie wiadomo.

Po pracy jadę na strzelnicę na pełnym gazie. Wracam na luzie. Wszystko ze mnie schodzi

– O, takie trójkąty musiałem układać. Co pasuje do wzoru, co byś wyrzucił, i tak dalej – Marcin pokazuje na smartfonie obrazki z liniami, falami i kształtami geometrycznymi. To testy psychologiczne, które musiał zdać, żeby dostać pozwolenie.

Siedzimy nad Wisłą, pijemy piwo. Marcin jest programistą w zachodniej korporacji. – Po pracy jadę na strzelnicę na pełnym gazie. Wracam na luzie. Wszystko ze mnie schodzi.

Pozwolenie na broń zrobił dwa lata temu.

– Psycholog dał mi ankietę, czy miałem w rodzinie osoby pijące, czy nadużywam narkotyków, alkoholu. Potem był ten test. Mówił, że na tym odpada z 40 procent. Głównie ludzie z korporacji, menedżerowie. Egzamin praktyczny to łatwizna. Instruktorzy nie patrzą na punkty, tylko skupienie i obchodzenie z bronią. Widzą frajera, furiata, to oblewają.

Jeździłem też do klubów na zawody. Mówiłem, że mam patent, chcę postrzelać. Oddałem kilka strzałów i gotowe. Dostałem pisemko, że brałem udział w zawodach. W ciągu jednego dnia zrobiłem z pięć konkurencji. To daje prawo do kilku różnych rodzajów broni.

Są tacy, co się jarają strzelectwem sportowym. Ale ja, mówiąc szczerze, poszedłem po to, żeby mieć swoją broń. Większość tak robi.

Sprawdzał mnie też dzielnicowy. Zapukał do mnie i mówi: – Wrzuciłem cię w system, nic nie wyszło. Widzę, że jesteś normalny koleś. Jest OK, nie będę już sąsiadów rozpytywał.

Zapisałem się też do stowarzyszenia kolekcjonerów, żeby dostać pozwolenie na broń kolekcjonerską. Obejmuje to samo, co pozwolenie sportowe. Nie musiałem robić nowego egzaminu. A po co mi to? Bo na sportowym co najmniej cztery razy do roku musisz brać udział w zawodach. Jak tego nie robisz, to Związek cofa ci licencję, a policja zabiera pozwolenie. A przy kolekcjonerskiej tylko płacisz składkę. Kupiłem dwa pistolety, rewolwer i kałasznikowa – AKS 74 U.

– A po co ci w ogóle broń?

– Dla sportu. Ale nie tylko. Ktoś powie, że do ochrony mamy policję. No tak, ale idąc tym tropem: po co ci gaśnica? Masz straż. Do czego ci apteczka? Masz pogotowie.

Mam kumpla z działką pod Radomiem. W nocy siedział w domku i oglądał, jak mu wyciągali drewniane bele z posesji. Dzwoni na policję, a oni na to, że przyjadą za godzinę. Gdyby miał dubeltówkę, to historia byłaby inna.

– Ale złodzieje mogli mieć karabin.

– No to jest ryzyko.

Pistolet sportowy czy kolekcjonerski mogę nosić przy sobie. Niby tylko w drodze na strzelnicę

Wszyscy mówią, że nie mam szans na pozwolenie na broń do ochrony osobistej. Wyjaśnia mi to Marek. Kilkanaście lat pracował w wydziale antyterrorystycznym.

– Policja wydaje pozwolenie na podstawie przesłanek. Sportowiec, myśliwy ma przesłankę. A ty uzasadnij: po co ci pistolet?

– Mieszkam w niebezpiecznej dzielnicy.

– Ale to twoje odczucie. W komendzie taki wniosek z góry uwalą. Napiszą: w tym rejonie nigdy nie było zgłoszeń. Niech rada osiedla wyśle wniosek, przyślemy więcej patroli.

– A jak naprawdę jest niebezpiecznie?

– To powiedzą, że w statystykach tego nie widać.

– A jakbym był restauratorem i przychodziliby do mnie gangsterzy po haracz?

– To powiedzą, że musisz dzwonić na policję. Zawsze znajdą powód. Dlatego te pozwolenia na broń sportową to taki wybieg...

– To fikcja – mówię.

– Tak, to jest fikcja. Ale też nie do końca, bo jednak jest broń sportowa...

– Shotgun? Kałasznikow?

– Są i takie konkurencje.

Marek pamięta, jak policja walczyła z pozwoleniami sportowymi. Aż kilku strzelców poszło do sądu i wygrali. Mundurowi się ugięli.

Ale właściwie broń osobista nie jest mi potrzebna. Pistolet sportowy czy kolekcjonerski też mogę nosić przy sobie, w kaburze. Niby tylko w drodze na strzelnicę, ale tak naprawdę można go mieć zawsze. Bo jak ci policjant udowodni, że akurat nie idziesz postrzelać? Różnica jest taka, że osobisty pistolet może być cały czas załadowany. Sportowiec ma broń załadowaną, ale nie przeładowaną. Kolekcjoner ma rozładowaną, a magazynek może trzymać w kieszeni.

– A czemu policja nie chce dawać pozwoleń?

– Nie mam pojęcia. Może spadek po komunie? Ale powiem ci jedno: ja bym zabrał broń wielu policjantom. Takim, co mieli pistolet w ręku raz, na początku kariery. Kilkanaście lat temu.

Jasne, raz w roku mają egzamin. Oddają sześć strzałów. Co to jest za szkolenie? W klubach sportowych na jednym treningu chłopaki strzelają więcej niż policjant w ciągu kilku lat. A nawet jak taki mundurowy nie strzeli, to co? Zwolnią go? No nie zwolnią.

Marek ma broń osobistą. Musiał pisać podanie jak każdy cywil. Potrzebował, bo na mieście rozpoznali go goście z dawnych lat. Grozili, że zabiją. Nosi małego rugera. Zabiera go, gdy wyjeżdża w rejony dawnej pracy.

– Lata 90. to był Dziki Zachód. Szedłeś na dyskotekę, a tam każdy jeden miał marynarkę rozpiętą, żeby się pochwalić klamką. Karabin mogłeś kupić na targu. Dzisiaj poważny gangster nadal zdobędzie broń. Sprowadzi z Serbii, Kosowa, Ukrainy. Granica w Bieszczadach to jest ich raj.

Pytam, czy musiał używać kiedyś swojej broni. Kręci głową, nie chce mówić.

– Nie ma się czym chwalić.

Egzaminator: „Dobra, popraw”. Udawał, że nie widzi

– Pomyślałem: to się dzieje naprawdę – opowiada Kamil, lat 21. - Pierwszy raz trzymałem glocka. Strzelisz i od razu czujesz, że to nie takie proste jak na filmach i grach.

Rozmawiamy w barze w miasteczku w centrum Polski. Kamil ubrany w koszulkę politechniki i spodnie moro. Gestykuluje, podnosi głos, jakby opowiadał przygodę życia. – To było dwa lata temu. Na gwiazdkę dostałem trochę kasy. Od razu pojechałem postrzelać. Zawsze o tym marzyłem.

Strzelnicę ma niedaleko uczelni. Idealnie, żeby wpaść na okienku, wieczorem albo za każdym razem, gdy ma wolne 20 złotych. Czasami nawet bez kasy, żeby z kimś pogadać albo popatrzeć. Na strzelnicy znajdziesz i szesnastolatki, co wymiatają na kabekaesie, i faceta z brzuszkiem, co parkuje merola obok roweru Kuby. Starszego pana, co strzela jedną ręką, dostojnie, jak na pojedynkach. Faceta, który chucha i dmucha na swój karabin, i takiego, co ładuje cały magazynek naraz. Każdy daje inne rady: strzelaj przy wydechu na jedną trzecią płuca, naciskaj spust opuszkiem palca, celuj jednym okiem.

Kuba przez półtora miesiąca w Anglii pakował olej do pudełek. Przywiózł 5000 złotych. Wyda je na pozwolenie i pierwszą broń: kałasznikowa z zakładów WBP Rogów.

Egzamin ma już za sobą. Na telefon ściągnął aplikację z pytaniami do egzaminu. Uczył się w wolnej chwili. Głównie treści ustawy o broni. Na 40 osób tylko jedna nie zdała teorii.

Na części praktycznej strzelał z karabinu kbks, pistoletu Margolin, strzelby Mossberg. Ze strzelby walił do popperów – takich małych tarcz. Choć powinien strzelać do lotek.

– Z pistoletu strzelałem z jednej ręki. Zestresowałem się, nie trafiłem do tarczy. Egzaminator mówi: „Dobra, popraw dwoma rękoma”. Udawał, że nie widzi. Z karabinu za to trafiłem bez problemu. Teraz jeszcze tylko lekarz i mogę składać papiery na policji.

Kamil uważa, że każdy Polak powinien mieć broń. Ukraińcy nie mieli i obudzili się z ręką w nocniku. Po studiach chce być rusznikarzem albo mieć swój sklep z bronią. – Nawet jak zostanę ochroniarzem w magazynie z pistoletami, to i tak będzie super.

Szef Fundacji Rozwoju Strzelectwa pisze ustawę dla Kukiz'15

Posłowie Kukiz'15 nie pisali nowej ustawy. Zrobił to za nich Jarosław Lewandowski. Prowadzi walkę o uzbrojenie Polaków od 15 lat.

Spotykamy się w kawiarni w centrum Warszawy. Masywny mężczyzna po pięćdziesiątce. Brązowa koszula, okulary. Studiował historię, W PRL produkował swetry i kilimy. Potem przejął biznes ojca – jubilerstwo. Od 2002 roku prowadzi magazyn Broń.pl. Szefuje Fundacji Rozwoju Strzelectwa w Polsce.

Lewandowski był konsultantem przy poprzedniej ustawie z 2011 roku. – Protestowała policja, MSW z generałem Rapackim na czele. Sporo przepchnęliśmy, np. więcej osób może przenosić broń, jasne są zasady pozwoleń sportowych czy kolekcjonerskich. Ale nie jest idealnie. Odpuściliśmy temat broni osobistej. Wiedzieliśmy, że tu polegniemy.

Najnowsza ustawa ma przede wszystkim zerwać z uznaniowością mundurowych.

– Policjanci mówili: proszę udowodnić, że brał pan udział w zawodach. A jakie miał pan wyniki? A jaką liczbę startów? Nam piętrzyli problemy, chociaż kilka lat wcześniej wydawali pozwolenia gangsterom. Nadal jest tak, że w Warszawie dostaniesz zgodę na dziesięć sztuk, a w Bydgoszczy na dwie. Wielbiciele broni są zdani na kaprysy policji. Teraz nadeszło odmrożenie, bo się przestraszyli rządów PiS. W każdej chwili może im się odwidzieć. Dlatego chcemy, by pozwolenie wydawali urzędnicy w starostwie.

– Czemu rezygnujecie z badania psychologa?

– Te testy nic nie dają. Jak w ciągu jednego spotkania w postawić diagnozę? To nabijanie kabzy psychologom. Lekarz pierwszego kontaktu zna całą historię pacjenta. Proponujemy wykaz stanów chorobowych, np. zaburzenia osobowości i nastroju czy schizofrenię. Nie masz z nimi problemu, to znaczy, że się nadajesz.

– A więcej karabinów na ulicach to nie zagrożenie? W USA do masowych strzelanin dochodzi prawie codziennie.

– W Stanach masakry zdarzają się tylko w strefach bez broni – szkołach i kampusach. Może by do nich nie doszło, gdyby pracownicy byli uzbrojeni? Tu chodzi o wolność. Prawo jazdy robię i nikt się mnie nie pyta, dokąd będę jeździł. Z pistoletem powinno być tak samo. Społeczeństwo ludzi wolnych to społeczeństwo ludzi uzbrojonych. Po rewolucji francuskiej mieszczaństwo nabyło prawo do polowania oraz posiadania broni. Wcześniej to był przywilej szlachty. Ja za rewolucją nie przepadam, ale to akurat wyszło im dobrze.

Adam Rapacki: Więcej pozwoleń na broń, więcej wypadków

– Dlaczego walczył pan z uzbrojeniem Polaków? – pytam generała Adama Rapackiego, byłego wiceszefa Komendy Głównej Policji i byłego wiceministra spraw wewnętrznych.

– Przyznaję, że byłem przeciwny rozszczelnieniu systemu. Baliśmy się większej liczby zdarzeń z użyciem broni. Nie chodzi tylko o pospolite przestępstwa. Także o ludzi, którzy sami się postrzelą. Albo przypadki, gdy chłopiec bierze pistolet do szkoły i strzela do kolegów. Jeśli zwiększymy liczbę pozwoleń, musimy się liczyć z tym, że takich zdarzeń przybędzie.

Ale był też drugi powód. W latach 90. i po roku 2000 mieliśmy mnóstwo strzelanin. Nie było tygodnia, żeby gangi nie walczyły ze sobą. Pomniejszy złodziej samochodów miał pistolet. To spadek po wycofującej się armii radzieckiej. Z tamtego punktu widzenia poluzowanie systemu było bez sensu.

– A jednocześnie kasjer mafii pruszkowskiej dostał pozwolenie bez problemu. A w 2006 doszło do strzelaniny w barze w Krakowie. Zginęły dwie osoby. Morderca miał pozwolenie. Pan jako komendant wojewódzki zapłacił za to dymisją.

– Człowiek, o którym pan mówi, współpracował z CBŚ. Groziło mu niebezpieczeństwo, przeszedł testy psychologiczne. Spełniał kryteria. Co do gangsterów – zdarzało się, że ktoś był czysty, dostawał broń, a potem wchodził do struktury przestępczej.

– Fani broni narzekają, że policjanci wydają pozwolenia od Sasa do Lasa. Brak jasnych reguł.

– Faktycznie, mamy pewną uznaniowość. Przepisy można doprecyzować. Dzisiaj w ogóle sytuacja jest inna niż 20 lat temu. Odkąd nie ma powszechnej służby wojskowej, ludzie nie potrafią posługiwać się bronią. To też nie jest dobre. Szczególnie w wypadku ewentualnego konfliktu zbrojnego. Możemy pomyśleć o poluzowaniu systemu. Ale musimy się liczyć z konsekwencjami. Wypadków na pewno przybędzie.

Kto przyniesie strzelbę na miesięcznicę?

Projektem posłów Kukiz'15 zajmie się Sejm. Czy znajdzie poparcie innych klubów?

Stanisław Pięta (PiS): – Moim zdaniem państwo powinno dążyć do popularyzacji strzelectwa. Ale nie warto rezygnować z badań psychologicznych.

Paweł Kobyliński (Nowoczesna): – Ten projekt jest skrajnie nieodpowiedzialny. Inny poziom emocji jest w Niemczech czy w Szwajcarii, a inny w Polsce. Prędzej czy później ktoś przyniósłby strzelbę na miesięcznicę smoleńską.

Pierwsze czytanie projektu: w tym tygodniu.

View the RAW markdown.